Powrót do wszystkich streszczeń

Europa niedowartościowana: siedem barier, plan naprawy i szansa inwestycyjna dekady

Europejskie rynki akcji są wyceniane znacznie taniej niż amerykańskie, mimo posiadania rozwiniętego przemysłu, technologii i kapitału ludzkiego. Podsumowanie omawia siedem strukturalnych problemów kontynentu – od demografii, przez drogą energię, po rozdrobniony rynek kapitałowy – oraz plan naprawczy oparty na integracji rynków, reformie decyzyjnej i unii kapitałowej. Kluczowa teza: obecne dyskonto wyceny nie wynika z braku potencjału, lecz z barier organizacyjnych, których usunięcie może w ciągu 20 lat podwoić lub potroić wyceny europejskich spółek. To okno inwestycyjne, które zniknie, gdy reszta świata zauważy zmianę.

Больше золота
Obejrzyj film

Europa jako niedoceniana szansa inwestycyjna: dyskonto, problemy i plan naprawy

Obecny obraz rynkowy

Świat wycenia rynki akcji w Europie znacznie taniej niż amerykański rynek akcji, a także taniej niż niektóre „bezpieczne" gospodarki, jak Nowa Zelandia czy Australia. Widać to w mnożnikach wyceny (np. wskaźnik cena/zysk) – rynek amerykański wycenia się z premią rzędu około 25-krotności rocznych zysków, podczas gdy nawet najsilniejsze gospodarki europejskie, takie jak Francja, Niemcy czy Szwajcaria, wyceniane są znacznie niżej. Im bardziej dynamiczna i przewidywalna gospodarka, tym wyższy mnożnik jesteśmy skłonni zapłacić za udział w zyskach spółki – a Europa wypada w tym zestawieniu słabo.

Dodatkowym czynnikiem jest to, że spółki pochodzące z Europy notowane na europejskich giełdach (np. w Wielkiej Brytanii) często są wyceniane niżej, niż byłyby, gdyby zadebiutowały w Stanach Zjednoczonych. To skłania wiele firm do przenoszenia swoich pierwotnych ofert publicznych (IPO) właśnie za ocean, gdzie mogą pozyskać więcej kapitału na rozwój.

Siedem kluczowych problemów Europy

1. Demografia

Populacje kluczowych krajów europejskich – Niemiec, Hiszpanii, Włoch – czekają drastyczne spadki liczby ludności do końca stulecia. Francja radzi sobie relatywnie lepiej i może przejąć rolę gospodarczego centrum kontynentu, ale ogólny trend dla Unii Europejskiej jest wyraźnie negatywny: starzejące się społeczeństwo, niska dzietność.

2. Migracja niskiej wartości dodanej

Migracja częściowo kompensuje spadek demograficzny, ale migranci trafiają głównie do nisko płatnych sektorów usługowych (opieka, gastronomia, obsługa), a nie do sektorów generujących wysoką wartość dodaną. To nie buduje kapitału ani wiedzy potrzebnych do tworzenia dużych, innowacyjnych przedsiębiorstw.

3. Droga energia

Polityka „zielonego ładu", likwidacja elektrowni węglowych i niechęć do energii jądrowej (szczególnie w Niemczech) doprowadziły do wzrostu kosztów energii. Tani gaz z Rosji, który wcześniej rekompensował te braki, przestał być dostępny po wybuchu wojny. W efekcie europejski przemysł płaci za energię wielokrotnie więcej niż konkurenci w USA i Chinach.

4. Utrata konkurencyjności technologicznej

Droga energia i niska efektywność ograniczają zdolność Europy do szybkiego wzrostu i zdobywania nowych rynków. Kontynent traci zarówno w segmencie najbardziej zaawansowanych technologii (który zdominowały Stany Zjednoczone), jak i w produkcji średnio- i niskozaawansowanej (którą przejęły Chiny dzięki niższym kosztom).

5. Problem skalowania biznesu

Europejskie startupy, które osiągają status „jednorożca" (wycena powyżej miliarda dolarów), szybko napotykają na bariery wzrostu na rodzimym rynku. Według raportu Maria Draghiego, spośród firm-jednorożców założonych w Europie w latach 2008–2021 aż 30% przeniosło swoje siedziby poza kontynent, głównie do USA.

6. Fragmentacja edukacji i rynku pracy

Ponieważ firmy przenoszą produkcję i siedziby za granicę, młodzi specjaliści nie mają gdzie zdobywać nowych kompetencji na miejscu i muszą wyjeżdżać do innych ośrodków akademickich. Każdy kraj broni własnego systemu edukacji i kształci kadry pod zamówienia własnych, krajowych firm, co pogłębia rozdrobnienie.

7. Brak jednolitego rynku

Mimo istnienia Unii Europejskiej, poszczególne kraje w praktyce chronią własne rynki, waluty rozliczeniowe i regulacje. Niemcy, Polska czy Belgia starają się zatrzymać u siebie produkcję o wysokiej wartości dodanej, jednocześnie przenosząc tańszą produkcję gdzie indziej – to uniemożliwia funkcjonowanie prawdziwie zintegrowanego, konkurencyjnego rynku.

Skala problemu według raportu Draghiego

Od roku 2000 średni dochód pracownika w Europie wzrósł około dwa razy wolniej niż dochód analogicznego pracownika w Stanach Zjednoczonych. Znaczna część produktywności i innowacji przeniosła się za ocean. Sytuację częściowo łagodziło to, że Europa zachowywała udziały na rynkach azjatyckich, a wydatki na obronność były w dużej mierze przerzucone na Stany Zjednoczone (w ramach sojuszu). Obecnie te fundamenty się kruszą i – jak przyznaje sama Unia Europejska – dotychczasowy model funkcjonowania przestaje działać. Bez zmian kontynentowi grozi albo rozpad struktury integracyjnej, albo przegrana w globalnej konkurencji, co stanowi zagrożenie dla całego systemu.

Plan naprawczy Europy

Zmniejszenie luki innowacyjnej

Europa musi przestać skupiać się wyłącznie na regulacjach i zacząć realnie reinwestować w siebie, przyspieszając tempo innowacji, by nadrobić dystans do USA i Chin.

Dekarbonizacja i konkurencyjność energetyczna

Europejskie firmy przemysłowe płacą za gaz od dwóch do nawet pięciu razy więcej niż firmy amerykańskie. To generuje ogromną dysproporcję kosztową. Przykładem upadku dawnej przewagi jest branża paneli słonecznych – wynaleziona i rozwinięta w Europie, ostatecznie przejęta przez Chiny dzięki tańszej produkcji, wysokim umiejętnościom, automatyzacji i mniejszym barierom regulacyjnym. Europa planuje stworzyć wspólny rynek energetyczny.

Niezależność strategiczna

Europa jest silnie uzależniona od dostawców z Azji – 75–90% półprzewodników (wafli krzemowych) produkuje się w Azji. Chiny traktują Europę głównie jako rynek zbytu, co pogłębia zależność i ogranicza suwerenność technologiczną kontynentu. W efekcie Europa przegrała konkurencję zarówno w segmencie najbardziej zaawansowanych technologii (USA), jak i w produkcji średniej klasy (Chiny).

Trzy filary bycze scenariusza dla inwestorów

1. Prawdziwie jednolity rynek towarowy

Europa dąży do zniesienia barier handlowych między państwami członkowskimi i stworzenia faktycznie zintegrowanego rynku obejmującego 500–600 milionów konsumentów, działającego w jednej walucie i według jednolitych zasad, bez ceł wewnętrznych. Zniesienie tych barier oznaczałoby dla firm przemysłowych dostęp do znacznie większego rynku zbytu, spadek kosztów jednostkowych i wzrost konkurencyjności wobec Chin – co przełożyłoby się na wyższe marże i lepsze wyniki inwestycji w europejski sektor przemysłowy.

2. Reforma procesu decyzyjnego

Obecnie przyjęcie nowej ustawy w UE trwa średnio około 19 miesięcy, a wymóg jednomyślności wszystkich krajów członkowskich pozwala obcym mocarstwom (Rosji, Chinom, USA – którym zjednoczona Europa nie jest na rękę) blokować kluczowe decyzje poprzez wpływ na pojedyncze państwo. Skrócenie i uproszczenie tego procesu przyspieszyłoby wzrost efektywności, zwłaszcza w sektorach silnie regulowanych: bankowości, transporcie i technologiach.

3. Unia rynków kapitałowych i oszczędności

To kluczowy element planu na najbliższe 20 lat. Obecnie kapitał w Europie jest rozproszony po 27 osobnych giełdach krajowych, a inwestorzy z jednego kraju praktycznie nie mają dostępu do informacji o ofertach IPO w sąsiednich państwach. Projekt Capital Market Union, rozwijany w kierunku Saving and Investment Union, ma połączyć te rynki w jeden wspólny ekosystem technologiczny, dzięki czemu każda spółka wchodząca na giełdę automatycznie zyskiwałaby dostęp do inwestorów ze wszystkich 27 krajów jednocześnie.

Efektem takiej integracji byłaby normalizacja rentowności wymaganej przez inwestorów – z obecnych 10–15% do poziomu bliższego 7%, co oznaczałoby dla posiadaczy akcji europejskich spółek potencjalny wzrost wyceny nawet dwu- lub trzykrotny, wynikający wyłącznie z ekspansji mnożników rynkowych, bez zmiany fundamentów samych firm. Unia ta miałaby też uprościć system podatkowy i ułatwić swobodny przepływ kapitału między krajami.

Uzupełnieniem tego mechanizmu ma być nowy status prawny spółek – EU Incorporation (tzw. reżim „27+1") – pozwalający przedsiębiorcy zarejestrować firmę od razu na poziomie całej Unii Europejskiej, z jednolitymi zasadami podatkowymi i regulacyjnymi, zamiast rejestrować ją w jednym konkretnym kraju członkowskim. Rozwiązanie to napotka opór krajów broniących własnej suwerenności regulacyjnej, ponieważ oznacza przekazanie części władzy na rzecz Komisji Europejskiej. Jeśli jednak uda się zharmonizować rynki kapitałowe, handlowe i prawne, kontynent może w ciągu najbliższych dwudziestu lat przekształcić się z gospodarczego outsidera w rynek o realnym potencjale wzrostu, atrakcyjny dla inwestorów szukających niedowartościowanych aktywów.

Europejski renesans jako szansa inwestycyjna dekady

Scenariusz przyspieszenia kapitału

Kierunek, w jakim zmierza Europa – znoszenie barier handlowych, ujednolicanie regulacji i integracja rynków kapitałowych – oznacza, że nadchodzące dwie dekady mogą przynieść systematyczny wzrost produktywności oraz przyspieszenie tzw. prędkości obiegu kapitału (capital velocity). Im szybciej kapitał i produkty krążą w gospodarce, tym większy staje się obrót handlowy, rosną zyski przedsiębiorstw, a w konsekwencji – zyski inwestorów.

Paradoks lokalnego inwestora

W Europie istnieje istotna bariera strukturalna: przeciętny europejski inwestor nie ufa rynkowi akcji i nie ma motywacji, by go zgłębiać. W efekcie relatywnie niewielki odsetek Europejczyków kieruje swoje oszczędności na giełdę, w przeciwieństwie do modelu amerykańskiego. Z jednej strony to poważny problem strukturalny samej Europy. Z drugiej – to właśnie ta nieefektywność i brak zainteresowania ze strony lokalnych i globalnych inwestorów tworzą okazję: możliwość kupienia akcji europejskich spółek z dużym dyskontem, na które obecnie nie patrzy niemal nikt na świecie.

Okno czasowe na dyskonto

Kluczowe jest to, że to dyskonto nie zniknie dlatego, że Europa nagle stanie się bardziej innowacyjna czy efektywna od Stanów Zjednoczonych czy Chin. Zniknie ono w momencie, gdy kontynent po prostu:

  • usunie wewnętrzne bariery regulacyjne i handlowe,
  • „zdejmie nogę z hamulca" i zacznie funkcjonować jak jeden zintegrowany mechanizm,
  • połączy istniejące już zasoby, wiedzę i technologie, nie tworząc niczego zasadniczo nowego, a jedynie usuwając przeszkody organizacyjne.

Proces ten nie jest prosty, ale już się rozpoczął – widać to choćby w pierwszych, wciąż słabych krokach w stronę unii rynków kapitałowych. W ciągu najbliższych 20 lat co najmniej połowa zaplanowanych reform powinna zostać wdrożona, bo alternatywą jest scenariusz negatywny: dalsza utrata produkcji, firm i ludzi, o którym była mowa wcześniej.

Ocena perspektyw

Najbliższe dwadzieścia lat mogą okazać się dla Europy okresem bardzo dobrej koniunktury, a rynek finansowy zdaje się obecnie przeoczać tę nieefektywność wyceny. Dla inwestorów oznacza to kolejną z okazji, które pojawiają się raz na kilka lat – szansę na wejście w niedowartościowane aktywa, zanim reszta świata zorientuje się w zmianie sytuacji.

Metaforycznie sytuację tę można porównać do miasta, o którym wszyscy mówią, że jest w złym stanie – mieszkańcy, władze i wszyscy dookoła to wiedzą, ale całe miasto zaczyna się realnie zmieniać. Gracze rynkowi z inercji jeszcze długo będą powtarzać, że tam „wszystko jest źle", podczas gdy transformacja może nastąpić bardzo szybko. Gdy wszyscy się zorientują, kupno „tawerny" w tym mieście – czyli udziału w europejskich aktywach – będzie już bardzo drogie.