Powrót do wszystkich streszczeń

Devon Eriksen o sprawczości: dlaczego edukacja zabija odwagę, a AI nie zabierze nam człowieczeństwa

Pisarz science fiction Devon Eriksen wyjaśnia, dlaczego prawdziwa edukacja to nie trening do jednego zadania, lecz uczenie się, jak się uczyć, oraz dlaczego sprawczość – a nie sama inteligencja – decyduje o sukcesie w życiu. Rozmowa porusza słabości systemu szkolnego finansowanego przez „trzecią stronę", niebezpieczeństwo utożsamiania się ze sztywnymi etykietami tożsamościowymi oraz rolę opowieści i fikcji jako „DNA cywilizacji". Eriksen dzieli się też osobistą drogą od inżyniera oprogramowania do niezależnego autora, tłumacząc, dlaczego tradycyjne wydawnictwa straciły sens istnienia i jak budować publiczność opartą na zaufaniu zamiast liczby obserwujących. Całość zamyka przekonanie, że AI nie zagraża ludziom, którzy rozumieją siebie jako nawigatorów własnego życia, a nie narzędzia jednego przeznaczenia.

Dan Koe
Obejrzyj film

Devon Eriksen: Sprawczość, edukacja i przyszłość człowieka w erze AI

Wprowadzenie do rozmowy

Rozmowa z Devonem Eriksenem, autorem powieści science fiction „Theft of Fire", który zdobył popularność w mediach społecznościowych dzięki bezkompromisowym i celnie sformułowanym spostrzeżeniom. Punktem wyjścia dyskusji jest jego wiralowy wpis będący odpowiedzią na wypowiedź Yuvala Noaha Harariego, który stwierdził, że nikt nie wie, czego uczyć, ponieważ nikt nie wie, co będzie istotne za 20 lat. Eriksen odpowiedział, że problem leży w tym, iż Harari nie rozumie, czym w istocie jest edukacja.

Siedem sztuk wyzwalających współczesnego świata

Eriksen proponuje własną listę kluczowych umiejętności, które powinny stanowić fundament prawdziwej edukacji:

  • Logika – umiejętność wyprowadzania prawdy ze znanych faktów
  • Statystyka – rozumienie implikacji danych
  • Retoryka – sztuka przekonywania i technik perswazji
  • Badanie – zdolność zbierania informacji na nieznany temat
  • Psychologia praktyczna – rozpoznawanie i rozumienie prawdziwych motywacji innych ludzi
  • Inwestowanie – zarządzanie i pomnażanie posiadanych zasobów
  • Sprawczość (agency) – umiejętność podejmowania decyzji co do obieranego kursu działania i proaktywnego dążenia do jego realizacji

Co jest nie tak z obecnym systemem edukacji

Problem trzeciej strony płacącej

Według Eriksena podstawową przyczyną wadliwości systemu edukacji jest fakt, że płaci za nią strona trzecia – rząd. Kto płaci, ten decyduje o programie nauczania, a uczeń nie ma realnej możliwości wyboru ani weta, ponieważ nawet zmieniając szkołę, wciąż korzysta z tych samych źródeł finansowania (np. programy pożyczek studenckich). Skutkiem tego jest edukacja kształtująca ludzi użytecznych dla interesów finansujących, a nie dla samych uczących się.

Trening kontra edukacja

Eriksen odwołuje się do myśli Cycerona, wskazując na fundamentalną różnicę między treningiem a edukacją:

  • Trening (to, co dziś nazywamy edukacją) to przygotowanie do wykonywania konkretnego zadania – w starożytnym Rzymie taką „edukację" otrzymywali niewolnicy, traktowani jako ludzkie maszyny do jednego zajęcia.
  • Prawdziwa edukacja, jaką otrzymywał wolny obywatel rzymski, uczyła jak się uczyć, ponieważ nie sposób przewidzieć wszystkiego, co dana osoba będzie musiała umieć w ciągu życia.

Współczesny system nie uczy systematycznie, jak się uczyć i jak edukować samego siebie, ponieważ twórcom programów zależy głównie na wykształceniu użytecznego pracownika.

Sprawczość jako kluczowy czynnik sukcesu

Dlaczego inteligencja nie wystarcza

Eriksen podkreśla, że inteligencja jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym do osiągnięcia sukcesu. Przykładem jest Elon Musk – bez wątpienia bardzo inteligentny (IQ prawdopodobnie powyżej 150), lecz w USA istnieją tysiące ludzi o podobnym IQ, z których wielu tkwi w akademickiej izolacji, tworząc bezużyteczne, postmodernistyczne prace. To, co wyróżnia ludzi typu Musk, to sprzężenie inteligencji z wysokim poziomem sprawczości.

Definicja sprawczości

Sprawczość to tendencja do inicjowania działania w celu osiągnięcia celów. Świat nie jest rozwiązywany czystą inteligencją – analizowanie rzeczywistości daje tylko część prawdy, resztę trzeba poznać poprzez działanie, próby, błędy i korekty (pętlę sprzężenia zwrotnego). Sprawczość to:

  • Gotowość do podejmowania ryzyka
  • Odporność na porażkę
  • Przekonanie, że w końcu odniesie się sukces, mimo wielokrotnych niepowodzeń
  • Umiejętność uczenia się w trakcie działania, a nie tylko posiadanie wiedzy

Kluczowa różnica: inteligencji (w wąskim, biologicznie zdeterminowanym sensie IQ) nie da się zwiększyć, ale sprawczości można się nauczyć i można jej nauczyć własne dzieci.

Trzy kategorie problemów

Eriksen definiuje sprawczość jako „wiarę w istnienie trudnych problemów" i wyróżnia trzy typy zadań:

  1. Łatwe – da się je wykonać od razu, mając obecne umiejętności i zasoby (np. kupno mleka w sklepie)
  2. Niemożliwe – nie da się ich wykonać obecnymi zasobami i nie widać drogi do ich pokonania (np. zjedzenie roweru)
  3. Trudne – nie da się ich wykonać teraz, ale można się nauczyć, jak je rozwiązać poprzez wytrwałość

Problem systemu szkolnego polega na tym, że eroduje on wiarę w istnienie tej trzeciej kategorii, ponieważ definiuje sukces jako unikanie błędów (dobra ocena za brak pomyłek), podczas gdy w realnym świecie sukces leży zawsze po drugiej stronie licznych porażek. Dzieci spędzają w szkole niemal tyle samo czasu co z rodzicami, więc taki system silnie kształtuje ich osobowość, czyniąc je awersyjnymi wobec ryzyka – co jest szczególnie szkodliwe dla dzieci o wysokim IQ, potencjalnie najbardziej produktywnych jednostek przyszłości.

Jak praktykować sprawczość

Dla osób, które przeszły już przez tradycyjny system edukacji, Eriksen proponuje:

  • Zacząć obserwować własne wzorce emocjonalne i zauważać obszary nadmiernej awersji do ryzyka
  • Traktować wiarę we własną zdolność do sukcesu jak mięsień, który trzeba trenować stopniowo
  • Wyznaczać sobie osiągalne, stopniowane cele – rzeczy, których nie potrafimy zrobić teraz, ale które da się osiągnąć krok po kroku
  • Trening siłowy jako dobra metafora i praktyka – widoczny, mierzalny postęp buduje wiarę w skuteczność wysiłku
  • Dać sobie „pozwolenie na bycie kiepskim" na początku – nie wstydzić się dystansu między obecnym a pożądanym poziomem umiejętności, bo wstyd prowadzi do unikania właśnie tych zadań, które powinniśmy podejmować

Uczenie się jako proces bez z góry ustalonego planu

Odpowiadając na pytanie, czy można z góry wiedzieć, czego się uczyć, Eriksen zauważa, że im dalej w przyszłość, tym trudniej to przewidzieć. Można mieć pewność co do potrzeb edukacyjnych na najbliższe miesiące czy lata, ale nie na 20 lat naprzód – świat się zmienia. Dlatego kluczowe jest:

  • Posiadanie pętli sprzężenia zwrotnego zamiast sztywnego planu ustalonego z góry
  • Zaczynanie działania i uczenie się w trakcie ruchu, zamiast czekania na idealny plan
  • Zasada „czas na rynku bije wyczucie rynku" – trzeba zacząć działać, popełniać błędy i uczyć się na bieżąco, bo nikt nie osiąga sukcesu (np. w tworzeniu treści czy pisaniu książek) bez wcześniejszych niepowodzeń i braku rozpoznawalności na starcie

Sztuczna inteligencja a to, co czyni nas ludźmi

Nawiązując do sceny z powieści „Theft of Fire", w której opisane są roboty-strażnicy jako „proste, przewidywalne, sztucznie głupie", Eriksen wyjaśnia, dlaczego strach przed AI wynika z niezrozumienia jej natury:

  • Obecna sztuczna inteligencja nie jest sztucznym człowiekiem – nie potrafi zastąpić tego, co definiuje człowieka
  • Definiującą ludzką zdolnością jest umiejętność spojrzenia na otoczenie, rozpoznania: „muszę się tego nauczyć", a następnie nauczenia się tego i zastosowania w praktyce
  • Dzisiejsze AI to maszyny wyspecjalizowane w konkretnych zadaniach (gra w szachy, rysowanie) – nie zagrażają one bardziej ludzkiej istocie niż maszyny, które potrafią podnosić więcej niż człowiek
  • Podobnie jak podczas rewolucji przemysłowej ludzie obawiali się, że maszyny czynią ich zbędnymi w zakresie siły fizycznej, tak i dziś prawdziwą domeną człowieka pozostaje nawigowanie po środowisku, decydowanie, czego się uczyć, oraz funkcja wykonawcza – zdolność opowiadania sobie historii i dostrzegania, jak wszystkie elementy rzeczywistości układają się w spójną całość

Sztuczna głupota kontra naturalna głupota

Nawiązując do robotów-strażników z „Theft of Fire", Eriksen rozwija koncepcję sztucznej głupoty. Roboty te są sieciami neuronowymi wytrenowanymi do wykonywania jednego, konkretnego zadania – w powieści dochodzi do sytuacji, w których działają one wręcz przeciwko rzeczywistym interesom chronionej osoby, ponieważ nie potrafią spojrzeć na szerszy kontekst sytuacji. Ludzki bohater jest w stanie je przechytrzyć mimo braku ich siły czy szybkości przetwarzania, ponieważ rozumie kontekst, w jakim działa, i potrafi odpowiednio dobrać reakcję.

To prowadzi do kluczowej obserwacji: badania nad sztuczną inteligencją w istocie odkryły naturalną głupotę – ujawniły, że wielu ludzi funkcjonuje na poziomie prostego chatbota, albo dlatego, że są mało inteligentni, albo dlatego, że system edukacji ukształtował ich w ten sposób. Stworzyliśmy system edukacyjny, który czyni z ludzi narzędzia jednego przeznaczenia, a potem czujemy się zagrożeni, gdy budujemy komputerowe narzędzia jednego przeznaczenia. Tymczasem ludzie nie ewoluowali, by być narzędziami – ewoluowali jako nawigatorzy zmieniającego się środowiska. Rozwiązaniem jest odzyskanie tej zdolności i przejęcie odpowiedzialności za własne życie, zamiast oczekiwania wskazówek od społeczeństwa czy przywódców.

Ego a poziomy rozwoju – narzędzia, nie szczeble drabiny

Eriksen przedstawia własną interpretację koncepcji rozwoju ego: nie są to poziomy, przez które się przechodzi liniowo, lecz narzędzia dodawane do skrzynki narzędziowej. Nawet osoba na najwyższym poziomie rozwoju, postawiona w sytuacji zagrożenia życia (np. trzymana pod wodą), zareaguje najbardziej prymitywnym instynktem walki o przetrwanie – i nie jest to regresja, lecz sięgnięcie po odpowiednie narzędzie z wcześniejszego etapu rozwoju, adekwatne do sytuacji.

Rola AI jako narzędzia, a nie zagrożenia

Czym naprawdę jest sztuczna inteligencja dzisiaj

Eriksen zaznacza, że teoretycznie możliwe jest stworzenie w pełni świadomej sztucznej istoty – gdyby zeskanować ludzki mózg i zasymulować fizykę każdego atomu w odpowiednio potężnym komputerze, taki system funkcjonowałby jak ludzki mózg, bo „nie ma nic magicznego w mięsie". Jednak to, co mamy obecnie, to narzędzia do określonego rodzaju przetwarzania informacji, a nie sztuczni ludzie.

Prawdziwa funkcja człowieka

Prawdziwym zadaniem człowieka jest funkcja wykonawcza: decydowanie, czego się chce, jakie są cele, jak je osiągnąć dostępnymi narzędziami, a jeśli obecne narzędzia nie wystarczają – jakie nowe narzędzie należy stworzyć. Osoba, która potrafi nawigować swoim życiem na tym poziomie, nie odczuwa AI jako zagrożenia.

Niebezpieczeństwo utożsamiania się z rolą narzędzia

Jako przykład Eriksen podaje artystę zagrożonego rozwojem generatywnej AI (np. Dall-E). Problem nie leży w samej technologii, lecz w tym, że taka osoba zdefiniowała samą siebie jako narzędzie („jestem artystą"), redukując się do jednej umiejętności. To ograniczające przekonanie o sobie samym sprawia, że człowiek czuje się zagrożony istnieniem narzędzia posiadającego tę samą zdolność.

Ostrożność wobec etykiet i tożsamości ideologicznych

Filozofia jako narzędzie, nie cel

Zapytany o światopogląd, Eriksen określa swoje poglądy jako zbliżone do anarchokapitalizmu, ale zastrzega, że nadmierne utożsamianie się z etykietą (np. „jestem anarchokapitalistą", „jestem artystą", „jestem Republikaninem") jest niebezpieczne, ponieważ uniemożliwia krytyczne spojrzenie na daną ideę i sprawia, że człowiek zaczyna służyć filozofii, zamiast filozofia miała służyć jego celom.

Przykładem jest sytuacja, gdy inni libertarianie odmawiają mu miana „prawdziwego libertarianina" za poparcie zakazu olejów nasiennych – Eriksen odpowiada, że prawdziwym celem jest wolność ludzi, czyli kontrola nad własnym losem, a nie sama zasada nieograniczonej wolności wyboru. Wolność wyboru bez wiedzy (np. nieświadomość szkodliwości danego produktu) nie jest prawdziwie wyzwalająca.

Narzędzia trzeba umieć odłożyć

Polityczne filozofie należy traktować jako narzędzia, nie cele same w sobie – nie wdrażamy klasycznego liberalizmu, by osiągnąć „klasycznie liberalne społeczeństwo", lecz dlatego, że poprawia to jakość życia ludzi i produktywność gospodarki. Podobnie każde stwierdzenie „jestem X" (artystą, autorem, mężczyzną, kobietą, Republikaninem) może stać się ograniczające. Eriksen podaje własny przykład: pisząc kontynuację „Theft of Fire", musiał odłożyć fakt bycia mężczyzną, by wiarygodnie napisać rozdziały z perspektywy kobiecej bohaterki.

Jedną z głównych przyczyn niechęci do podejmowania ryzyka są właśnie przekonania ograniczające tożsamość – strach, że próba czegoś nowego zagrozi poczuciu tego, kim się jest i skąd czerpie się poczucie wartości.

Cel jako narzędzie, a nie stała tożsamość

Człowiek nie jest narzędziem do wykonywania jednego konkretnego zadania – jest tu po to, by nawigować własnym życiem w sposób sensowny dla siebie, rozwijając skrzynkę narzędziową i wyrażając te jej elementy, które służą realizacji jego celów. Anarchokapitalizm dla Eriksena nie jest metodą samą w sobie, lecz wyrazem celu: dążenia do uczynienia rządu zbędnym poprzez zbudowanie nowych narzędzi społecznych (np. tak jak ludzkość niedawno nauczyła się obchodzić bez rządu w kwestii pieniądza, ale wciąż nie wypracowała sposobu na wymiar sprawiedliwości bez państwa). Cele mogą się zmieniać, gdy się je osiągnie lub gdy okażą się błędne – i to jest naturalne.

Znajdowanie sensu, gdy umiejętności tracą na znaczeniu

Nikt nie musi robić tylko jednej rzeczy w życiu

Odpowiadając na pytanie o sens rozwijania pasji (np. sztuki) w obliczu zmieniającego się świata, Eriksen odrzuca założenie, że człowiek musi całe życie robić jedną rzecz. Jego własne doświadczenie – wiele różnych zajęć, z których każde było satysfakcjonujące w swoim czasie – pokazuje, że porzucone lub zrealizowane cele wciąż zostawiają cenną naukę: uczymy się, jak się uczyć, jak realizować ambicje, jak wyobrażać sobie i tworzyć rzeczy. Nawet jeśli AI zacznie rysować lepiej niż człowiek, ten wciąż zyskał umiejętność wyobrażania sobie scen i realizowania zamysłów, którą teraz może wykorzystać z nowymi narzędziami.

Głębsze pytanie: czego naprawdę chcesz

Ważniejsze jest pytanie o rzeczywisty motyw stojący za danym celem: czy chodziło o wyrażenie impulsu twórczego, o rozrywkę dla innych, o pokazanie światu swojej wyobraźni, czy o sławę i pieniądze? Wszystkie te motywacje są równie uprawnione. Kluczowe jest zrozumienie, czego naprawdę się chce doświadczyć w życiu, ponieważ większość celów sprowadza się do podstawowych rzeczy, które czynią nas szczęśliwymi.

Osobista historia: od inżyniera oprogramowania do pisarza

Eriksen opowiada, że przez wiele lat pracował jako bardzo ceniony inżynier oprogramowania, ale odczuwał ciągłe tarcie z pracodawcami – budował rozwiązania na przyszłość (np. narzędzia kryptograficzne), podczas gdy oczekiwano od niego prostych, krótkoterminowych funkcji. Zrozumiał, że jego prawdziwym celem nie było „bycie świetnym inżynierem oprogramowania", lecz wyrażanie impulsu twórczego – tworzenie nowych rzeczy z wyobraźni. Doprowadziło go to do wcześniejszej emerytury i rozpoczęcia pisania science fiction, co okazało się głęboko satysfakcjonujące i naturalnie rozwinęło się w pisanie komentarzy politycznych i filozoficznych rozważań.

Znaczenie fikcji i opowieści dla cywilizacji

Eriksen krytykuje popularną wśród części „hakerskiej" kultury postawę lekceważenia beletrystyki na rzecz wyłącznie technicznych podręczników, twierdząc, że to prowadzi do przegrania „wojny kulturowej", ponieważ opowieści są DNA społeczeństw. Zauważa, że wielkie postaci technologiczne, takie jak Elon Musk, prawdopodobnie dorastały na literaturze science fiction (Heinlein, Niven, Pournelle), a nie na klasykach w rodzaju „Little House on the Prairie".

Praktycznie wszystkie wynalazki XX wieku zostały najpierw wyobrażone w fantastyce naukowej, zanim stały się rzeczywistością. Fikcja naukowa pełni więc kluczową funkcję cywilizacyjną:

  • Pozwala myśleć o nowych technologiach, zanim staną się realne
  • Umożliwia wcześniejsze przemyślenie stosunku do sztucznej inteligencji, zanim faktycznie powstanie
  • Pozwala przygotować się mentalnie do możliwości genetycznie zmodyfikowanych postludzi
  • Przygotowuje grunt pod radzenie sobie z nowymi technologiami i rozpala wyobraźnię potrzebną do ich stworzenia

Wynalazcy i przedsiębiorcy technologiczni rzadko powołują się na filozofów typu Marek Aureliusz czy Nietzsche jako inspirację – częściej wskazują na powieści science fiction, takie jak „Ringworld". Dzieje się tak, ponieważ opowieści przemawiają do tej części mózgu, która faktycznie myśli – inteligencja to opowieści, świadomość to opowieści, dlatego historie wpływają na ludzi w fundamentalny sposób.

Kryzys fikcji dla mężczyzn i wojna kulturowa

Eriksen odnosi się do wyznania rozmówcy, że od dziesięciu lat nie czyta fikcji, ponieważ nic go nie przyciąga. Wyjaśnia to zjawisko wprost: jeśli ktoś jest „alfa samcem" o wysokim poziomie testosteronu, praktycznie nie znajdzie współczesnej beletrystyki, która by do niego przemawiała, ponieważ konserwatywne i prozachodnie środowiska popełniły błąd, uznając sztukę za domenę „zniewieściałych" twórców i oddając całe to pole kulturowe bez walki.

Dzieci zawsze będą czytać jakieś historie

Kluczowa obserwacja Eriksena brzmi: dzieci i tak będą chciały słuchać opowieści – pytanie brzmi, czyją narrację wchłoną, jeśli nie otrzymają fikcji zgodnej z wartościami własnej kultury. Przywołuje przykład Stevena Crowdera, który publicznie chwalił się, że nie czyta fikcji, uznając to za oznakę powagi, jednocześnie żaląc się na przegraną wojnę kulturową – co Eriksen uznaje za jawną sprzeczność. Każda filozofia polityczna czy kulturowa, która nie ma sprzężonej z sobą estetyki artystycznej i opowieści, jest skazana na porażkę, ponieważ nie będzie w stanie się reprodukować.

Konsekwencje braku zdrowych wzorców męskości

Brak kulturowego i artystycznego rusztowania dla zdrowej, silnej, męskiej tożsamości prowadzi – zdaniem Eriksena – do pokolenia mężczyzn o wysokim poziomie lęku i niskiej sprawczości, którzy nie czują się komfortowo we własnej skórze, co w skrajnych przypadkach prowadzi do poszukiwania tożsamości poza własną płcią. Odpowiedzialność za to ponoszą zarówno pokolenie baby boomers, jak i pokolenie X, które biernie obserwowało ten proces.

Proces twórczy i odpowiedzialność autora

Pisanie Eriksen opisuje jako akt psychologicznie odsłaniający – jak zanurzenie wiadra we własnej podświadomości i wylanie jej zawartości na stół. Fikcja, którą się pisze, jest odbiciem tego, kim się jest. Jego celem przy pisaniu „Theft of Fire" nie było przekonanie świata do konkretnej tezy, lecz stworzenie historii jasnej, interesującej i rezonującej z czytelnikami. Zauważa on ogromny, niezaspokojony głód opowieści innych niż postapokaliptyczna rozpacz czy fikcja będąca pretekstem do dyskusji o zaimkach – ludzie są gotowi na historie o podboju galaktyki i optymistycznym działaniu, zamiast na narzekanie na niesprawiedliwość świata.

Własność jako fundament cywilizacji

Prawa własności to prawa inwestycyjne

Eriksen wyjaśnia, że prawa własności należałoby raczej nazywać prawami inwestycyjnymi – opierają się na zasadzie, że inwestując czas i wysiłek w coś, zyskuje się prawo do kontrolowania tego. Bez tej zasady cywilizacja nie mogłaby powstać, ponieważ nikt nie inwestowałby wysiłku w przekształcanie surowców, gdyby ktokolwiek mógł mu to odebrać. Dlatego wszelkie ideologie, jak komunizm, podważające prawa własności, są w istocie antycywilizacyjne.

Sprzedawanie czasu kontra budowanie skalowalnych aktywów

Kluczowa różnica ekonomiczna dotyczy tego, czy ktoś sprzedaje swój czas (praca etatowa), czy inwestuje wysiłek w coś, co można powielać i skalować (np. książkę, film, biznes). Sprzedaż czasu daje poczucie bezpieczeństwa, bo odpowiedzialność za zarabianie na tym czasie spoczywa na kimś innym, ale nie pozwala na wzrost wykładniczy – niezależnie od zarobków, nie da się kupić więcej czasu do sprzedania. Tymczasem raz stworzony produkt (książka, film) można sprzedawać wielokrotnie, generując dochód proporcjonalnie do jego wartości dla odbiorców.

Eriksen podkreśla, że kapitalizm słusznie nagradza tych, którzy potrafią stworzyć coś wymagające niewielkiego wysiłku, a dającego ogromną wartość – to nie jest wada systemu, lecz jego cel: chcemy, by wszyscy robili rzeczy o niskim nakładzie pracy, a wysokiej wartości.

Lęk przed sukcesem i przekonania ograniczające dotyczące pieniędzy

Przekonania chroniące ego zamiast wspierające rozwój

Odpowiadając na pytanie o trudny stosunek wielu ludzi do pieniędzy (np. wychowanych w surowych, religijnych domach skoncentrowanych na oszczędzaniu i bezpiecznej pracy), Eriksen łączy to z wcześniej omawianymi przekonaniami ograniczającymi tożsamość. Ludzie, którzy zakładają, że nigdy nie będą bogaci, formułują przekonania chroniące ich samoocenę – np. że bogaci musieli postąpić niemoralnie, albo że mieli po prostu szczęście czy odpowiednich rodziców. Takie przekonania nie pomagają w rozwoju, lecz chronią przed poczuciem porażki, jednocześnie blokując wszelkie dążenie do poprawy swojej sytuacji.

Trzeba dać sobie prawo, by na początku być słabym

Eriksen dzieli się osobistym przykładem: po pierwszym roku pracy jako profesjonalny pisarz przekroczył sześciocyfrowy dochód, ale zarobił mniej niż wcześniej jako inżynier oprogramowania. Musi przypominać sobie, by się tego nie wstydzić, bo dopiero zaczyna. Jeśli ktoś nie da sobie prawa do bycia na początku słabym w danej dziedzinie, nigdy nie osiągnie w niej sukcesu ani nie zbuduje potrzebnej publiczności.

Pieniądze jako miara troski innych ludzi

Kluczowa myśl: pieniądze to token oznaczający „obchodzi mnie to". Kiedy ktoś zarabia (zakładając uczciwe działanie), oznacza to, że ludzie dbają o to, co ten ktoś robi, i jest to sygnał, że znajduje się na właściwej drodze. Twierdzenie, że nie chce się dużo pieniędzy, w istocie oznacza, że nie chce się, by wielu ludziom zależało na tym, co się robi. Krytyka osób zarabiających na czymś, co krytyk uważa za bezwartościowe, jest w gruncie rzeczy żądaniem, by wszyscy inni kierowali się jego priorytetami zamiast własnymi – co Eriksen nazywa postawą fundamentalnie antylibertariańską i antyludzką.

Budowanie publiczności zamiast bycia „twórcą treści"

Dlaczego termin „content creator" jest mylący

Eriksen odrzuca popularne określenie „twórca treści", ponieważ skupia ono uwagę na samym wytwarzanym produkcie, a nie na tym, co naprawdę buduje się w tym biznesie. Prawdziwym celem – niezależnie, czy chodzi o pisanie fikcji, literatury faktu czy nagrywanie filmów – jest budowanie publiczności.

Publiczność to zaufanie, nie liczba obserwujących

Publiczność nie jest tożsama z liczbą followersów – przykładem jest konto na Twitterze z milionami obserwujących, publikujące zdjęcia kotów: ludzie śledzą tam koty, nie osobę prowadzącą konto. Prawdziwa publiczność to grupa ludzi, którzy ufają danemu twórcy na tyle, by zainwestować swój czas (np. 20 godzin na przeczytanie książki lub 45 minut na obejrzenie filmu), ponieważ w przeszłości otrzymali od niego wystarczająco dużo wartości.

Zaufanie wymaga uczciwości

Aby budować zaufanie, trzeba być godnym zaufania – działać z integralnością i w najlepszym interesie odbiorców, ponieważ ludzie łatwo rozpoznają, kiedy ktoś dba wyłącznie o własne korzyści, próbuje ich oszukać lub kopiuje cudzy pomysł bez wartości dodanej. Część wartościowych treści trzeba oddawać za darmo, aby odbiorcy mogli się przekonać, że dany twórca faktycznie tworzy dobre rzeczy.

Błąd twórców treści polegający na ciągłym sprzedawaniu

Eriksen wskazuje na powszechny błąd popełniany przez niezależnych autorów fikcji, którzy narzekają na brak sukcesu, jednocześnie zapełniając swoje media społecznościowe wyłącznie hasłami typu „kup moją książkę". Zamiast tego twórca powinien udowadniać swoją wartość za darmo – mówić coś interesującego, informacyjnego lub rozrywkowego, zanim poprosi o pieniądze. Jeśli ktoś zarabia w internecie, jego prawdziwym produktem jest on sam – jego zdolność do bycia interesującym i wartym czasu odbiorcy. Nie ma tu żadnego skrótu ani gotowej „instrukcji na miliony dolarów" – trzeba faktycznie stworzyć coś, co ludzie polubią i za co zechcą wracać, dowodząc tego regularnie, a nie tylko o tym mówiąc.

Media społecznościowe jako narzędzie, nie cel

Rozmówca dodaje własną perspektywę: media społecznościowe są narzędziem do zdobywania uwagi dla tego, co się stworzyło, bez oddawania kontroli nad tym dziełem wydawcy czy wytwórni, które zabierałyby dużą część zysków. Nowoczesne media społecznościowe różnią się od tradycyjnych mediów tym, że każdy twórca staje się w istocie jednoosobową firmą medialną, tworzącą treści przyciągające ludzi indywidualnie do niego.

Dlaczego tradycyjne wydawnictwa straciły sens istnienia

Historyczna rola wydawców

Eriksen wyjaśnia, że w XX wieku wydawnictwa pełniły realną funkcję – finansowały kosztowne druki offsetowe (rzędu pięciocyfrowych kwot), wypłacały zaliczki i umożliwiały początkującym pisarzom utrzymanie się z pisania, zarabiając potem na tych autorach, którzy odnieśli sukces. Był to model biznesowy przynoszący wartość wszystkim stronom: autorom, wydawcom i czytelnikom.

Dwa czynniki, które zniszczyły ten model

Ten system załamały dwie rzeczy: internet oraz to, co Eriksen nazywa „gay race communism" – zjawisko polegające na tym, że skonsolidowane wydawnictwa, skupione w tych samych kilku przecznicach Manhattanu, uczestniczące w tych samych kręgach towarzyskich, przestały interesować się tym, co ludzie chcą czytać, a zaczęły filtrować treści pod kątem zgodności politycznej, a nie jakości. W efekcie przestały pełnić funkcję wartościową dla czytelników, co odbiło się na ich rentowności – zaczęły znikać zaliczki, budżety promocyjne dla nowych autorów oraz tak zwana „mid list", czyli grupa autorów średniego szczebla, która w naturalny sposób jest inkubatorem przyszłych gwiazd (bestsellerowych autorów).

Osobiste doświadczenia z branżą wydawniczą

Eriksen opowiada, że gdy zaczął odnosić sukcesy jako samodzielnie wydający się autor, wydawcy sami się do niego zgłaszali, lecz proponowane umowy nie oferowały żadnej realnej wartości poza tym, że sami na tym zarabiali. Opisuje incydent na konwencie science fiction, gdzie stwierdzenie, że wydawnictwa nie oferują żadnej wartości nowym autorom, wywołało furię u pewnego redaktora z dużego wydawnictwa – co Eriksen interpretuje jako obronę własnego przekonania ograniczającego tożsamość i uderzenie w czyjś „chleb".

Kluczowym momentem decydującym o samodzielnym wydawaniu było spotkanie, w którym przedstawiciel dużego wydawnictwa, po przeczytaniu kilku zdań próbki jego książki napisanej w pierwszej osobie w czasie teraźniejszym, kazał mu „przepisać to w trzeciej osobie", nie rozumiejąc, że czas i osoba narracji to świadome narzędzia warsztatu pisarskiego, a nie przypadek. Eriksen doszedł do wniosku, że branża pełna jest ludzi zamkniętych na nowe podejścia z powodu własnych przekonań ograniczających (np. „jestem redaktorem z 20-letnim doświadczeniem" – które w istocie może oznaczać powtarzanie tych samych błędów przez 20 lat).

Sukces poprzez samodzielne działanie – przykład audiobooka

Zamiast przyjąć ofertę 5000 dolarów zaliczki za prawa do audiobooka, Eriksen zorganizował kampanię na Kickstarterze, zbierając 43 000 dolarów, co pozwoliło mu zatrudnić trzech utalentowanych profesjonalnych aktorów głosowych do głównych ról i wyprodukować audiobook z pełnym rozmachem. Traktuje to jako potwierdzenie zasady sprawczości: nie trzeba czekać na czyjeś pozwolenie, by tworzyć – wystarczy stwierdzić „mogę tworzyć i będę to robić, niezależnie od tego, czy ktoś tego chce".

Przesłanie do początkujących autorów

Eriksen kieruje bezpośredni apel do aspirujących pisarzy: strach jest naturalny i nigdy w pełni nie znika, nawet po osiągnięciu sukcesu. Niepewność co do wartości własnej twórczości jest powszechna, ponieważ opinie znajomych i rodziny mogą być nieobiektywne. Jedynym prawdziwym sposobem sprawdzenia wartości swojej pracy jest próba jej samodzielnej sprzedaży – jeśli dzieło rzeczywiście ma wartość, ludzie zaczną o nim mówić i polecać je innym, choć proces ten jest powolny. Jest to znacznie lepszy miernik wartości niż komplement pracownika działu akwizycji w wydawnictwie, ponieważ tacy ludzie nie posiadają żadnej specjalnej wiedzy o tym, co się sprzeda. To nie wydawca decyduje, czy praca jest wystarczająco dobra – decydują o tym odbiorcy, więc trzeba dać im szansę podjęcia tej decyzji.

Przyszłość audiobooków jako formy sztuki

Eriksen dostrzega duży potencjał w audiobookach o wysokiej wartości produkcyjnej. Podczas gdy dawniej audiobooki („books on tape") były po prostu odczytywaniem tekstu na głos, obecnie odbiorcy poszukują czegoś więcej – prawdziwej produkcji audio z aktorstwem, przypominającej słuchowiska radiowe z lat 30. XX wieku. Osobiście wyreżyserował każdy moment nagrania i jest dumny z efektu końcowego.

Plany na przyszłość

Audiobook „Theft of Fire" jest w pełni nagrany i czeka jedynie na obróbkę dźwiękową – opóźnienia wynikają z choroby nowotworowej żony autora oraz z napiętego grafiku inżyniera dźwięku. Premiera planowana jest na pierwszy kwartał przyszłego roku. Kontynuacja książki, druga część planowanej czterotomowej serii, ma się ukazać wiosną przyszłego roku. Eriksen wspomina też o możliwym kolejnym wspólnym projekcie z zatrudnionymi aktorami głosowymi, choć na razie nie chce zdradzać szczegółów.

Zasada integralności jako fundament twórczości

Na zakończenie Eriksen podkreśla, że cała jego filozofia twórcza – od jednozdaniowych tweetów po pełnoprawną produkcję audiobooka – opiera się na zasadzie integralności: nie można oszukiwać odbiorców pozorami sukcesu (jak udawanie osiągnięć poprzez zdjęcia jedzenia na Instagramie), trzeba oferować realną wartość. Zakłada przy tym, że jego odbiorcy są inteligentni, ponieważ – jak żartobliwie zauważa – inteligentni ludzie mają więcej pieniędzy.